rzeczy, których nie wiesz o sieciówkach - powody, dla których NIE warto kupować nowych ubrań!

Pracowałem w Zarze, pracowałem w Primarku. Dostałem w między czasie ofertę pracy w American Apparel, Banana Republic, Topman i River Island. Żadnej z nich nie przyjąłem - teraz pracuje w sklepie z odzieżą vintage i nigdy nie byłem szczęśliwszy. Jako, że w ubiegły wtorek wybiło nam 4 lat na tejże stronie, postanowiłem (jak co roku z resztą) wrzucić tutaj coś innego. Przez te wszystkie lata mój blog nabierał różne kierunki a powody, dla których blogowałem też ciągle się zmieniały. Ostatnimi czasy jednak chyba uświadomiłem sobie moją główną motywację do pisania tutoriali i tym samym wydaje mi się po raz pierwszy byłem w stanie w pełni sformułować uzasadnienie mojego istnienia w internecie. I tylko tego, bo sensu swego życia nadal szukam lol (kryzys wieku średniego u 21 latka? mój grindr wciąż mówi, że mam 19). Znajdźcie więc dziś wolną chwilę i przygotujcie się do lektury poniższego tekstu - ja zmieniłem już swoje nawyki ubraniowe, może zmienisz i Ty!



W moim przypadku wszystko zaczęło się po prostu od chęci personalizacji ubrań i generalnej nudy ofertą sieciówek. Pracując w takich właśnie sklepach, podczas gdy sam coraz częściej kupowałem własne ubrania w lumpeksach i zaczynałem interesować się coraz bardziej różnymi kwestiami dotyczącymi polityki, świata i innych pierdół, dotarło do mnie jak obrzydliwy jest to biznes a ja pracując w nim czy okazjonalnie kupując tam skarpetki za 2 funty, go po prostu wspieram. Aktualnie 98% moich ubrań jest second hand (z lumpeksów, sklepów vintage i Allegro). Można? Można.


Moją misją (lol radziok superman diy) jest obudzić w nas, ludziach 21 wieku, w świecie, w którym wszystko jest aż za bardzo i za łatwo dostępne, potrzebę tworzenia. W świecie, w którym wszystko jest jednorazowe i jak tylko się zepsuje lub przestanie być aktualne kończy swój żywot w koszu na śmieci. Niestety ku mojemu własnemu zdziwieniu nie znam się na kompletnie wszystkim, to postanowiłem skupić się na ciuchach. Chcę Wam pokazać, że każde ubranie ma w sobie drugie życie i w kilku krokach można zrobić z niego coś kompletnie innego. Nie trzeba wyrzucać np. starych spodni i wydawać pieniędzy na nowe, bardziej modne, podczas gdy prosta przeróbka spowodowałaby, że te stare wyglądałyby jak z aktualnej wystawy sklepowej. 

Dziś jednak nie będę skupiać się na tym, czyli generalnie temacie DIY, bo o tym pieprzę cały boży rok. Dziś powiem Wam o tym, czego sieciówki nie chcą Ci powiedzieć. Powiem Ci, dlaczego nie warto w nich kupować!

w stylu 'vintage'

Studiując między innymi też kostiumografię chcąc niechcąc muszę ciągle odkrywać historię mody. Poza tym, osobiście akurat uwielbiam stare ubrania i odzież vintage generalnie. 

Na przestrzeni ostatniego roku zacząłem zauważać generalny powrót mody lat 90. Jeansy z wysokim stanem, cygańskie topy, crop topy, halter neck, golfy, koszule flanelowe, koszulki sportowe - i mógłbym tak dalej. Sieciówki oczywiście szybko podłapały ten trend i zaczęły produkować kolejną serię ubrań właśnie w tym klimacie. Mając świadomość tego, że to co aktualnie znajduje się na wystawach sklepowych to dokładna kopia ulicy z roku 1994 naprawdę nie rozumiem, po co kupować coś nowego, co jest stworzone na przykładzie... oryginalnego ubrania, które można kupić nadal w lumpeksie za dziesięciokrotnie mniejszą cenę?


I jak najbardziej nie ma w tym nic złego, że sieciówki inspirują się modą z poprzednich dekad. Świad mody ma to do siebie, że trendy często zataczają koło. Jedna rzecz, która jednak do mnie nadal nie dociera - po co kupować nowy odpowiednik, podczas gdy starszy oryginał jest cały czas dostępny? Lumpeksy górą! 


bez sensu

Mam takie szalone wrażenie, że sieciówki wręcz starają się, abyśmy wszyscy byli jedną, wielką szarą masą. Cała idea mody na przestrzeni wieków miała polegać na tym, aby wyrażać coś na temat osoby, która nosi dany ciuch. Smuci mnie widoczny aktualnie w modzie generalny brak personalizacji ubrań i generalna nuda. I szczególnie widać to w kwestii nadruków na koszulkach. Sieciówki są po prostu zapchane kompletnie bezsensownymi koszulkami. I choć nikt tego nie chce otwarcie przyznać, wyglądają one dokładnie jak z bazaru. Tylko cena nie ta...

A można przecież stworzyć własny nadruk. Z ulubionym zespołem. Z ulubionym cytatem. Powiedzeniem. Własną myślą. Ulubionym filmem. Czymś bardziej kreatywnym. Czymś, co mówi coś na Wasz temat, co ma dla Was jakieś znaczenie.  To tak jakby sklepy chciały zabić w nas świadomość tego, co nosimy. Dlaczego by się na to zgodzić? Sam nie wiem. 


Po pierwsze - te ubranie wcale nie są ładne. Nie są też modne. I niczego sobą nie wyrażają. Kto i dlaczego je kupuje? Najlepszą odpowiedź nagrodzę sernikiem. 

W tym przypadku osobiście polecam np. zakupy na DaWandzie - bo lepiej jest kupić jedną porządną koszulkę, która ma jakieś znaczenie, niż 5 zupełnie bezsensownych. Zaczęliśmy zwracać uwagę na to, co jemy - zacznijmy zwracać uwagę na to, co na siebie ubieramy. 

byle modnie, byle szybko

Fast fashion - słyszeliście? Pamiętam jak gdzieś, gdy na każdej mojej rozmowie kwalifikacyjnej menedżer chwalił się, że ich firma należy do światowego ruchu fast fashion. Innymi słowy - firma podchwytuje trend widoczny na ulicy lub w internecie czy też prośby klientów i od tego momentu do wprowadzenia ich do sklepu zajmuje im to mniej niż 2 tygodnie. Przykład - Zara produkuje około 10 000 nowych kreacji każdego roku. 

Pomyślicie - o, fajnie, przynajmniej są na bierząco! No, nie dokońca. Żyjąc w wieku internetu doskonale wszyscy wiemy, że trendy pojawiają się z dnia na dzień, a co przychodzi szybko, odchodzi jeszcze szybciej. Ale firm to nie obchodzi - biznes to biznes. I wiecie co? Blogerzy modowi niestety się tylko do tego przyczyniają, kreując nowe trendy i zachęcając czytelników do ich posiadania - teraz, zaraz, już... ale tylko na chwilę. 

Chodzi o to, by produkować więcej i częściej. To przyciągnie Ciebie do odwiedzania sklepu częściej niż tylko 4 razy w roku. A to oznacza większe zyski dla właścicieli firmy (jakby już nie mieli wystarczająco hajsu).

I można się zastanawiać - no, co w tym złego? Bardzo dużo. Czy koszulka z 'work work work' albo 'becky with the good hair' będzie wyglądać tak samo dobrze tego lata, jak i w roku 2020? Chyba nie...  Wyląduje więc wkrótce w koszu, tak jak bardzo dużo Twoich ubrań każdego sezonu - a tak jakby kończy nam się miejsce na śmieci na tej planecie. 


(byle) jakość

To chyba najczęściej krytykowana rzecz jeśli chodzi o ubrania z sieciówek. Wszyscy przecież wiemy, że ciuchy ze sklepu nie nadają się do noszenia zazwyczaj po kilku miesiącach, prawda? Pomyślcie, ile par jeansów wyrzuciliście ze względu na przetarcia na kieszeniach lub między udami? Ile koszulek się Wam porozciągało? Ile swetrów sfilcowało? Zamków popsuło? 

Tanie ubrania z sieciówek nie są stworzone do przetrwania więcej niż kilka miesięcy. Wiem, bo gdziekolwiek pracowałem, tego uczyli nas menedżerowie. Dlaczego? Wszystko polega na tym, aby klient wynosił dane ubranie przez jeden sezon aby później chcąc niechcąc musiał wyrzucić je i zakupić nowe - kiedy to wychodzi kolekcja na następny sezon. Sklepy chcą po prostu dać Ci kolejny powód abyś musiał do nich powrócić jak tylko szybko się da. 

Przykładowo - jeansy od Levi's są dość drogie, jednak każdy kto miał okazję je nosić przyzna, że są w stanie przetrwać kilka lub kilkanaście lat ciągłego noszenia i prania. Jeansy z sieciówki? Już niekoniecznie. Pracując w Zarze pamiętam doskonale ile razy zwracaliśmy nową kolekcję do firmy jeszcze tego samego dnia gdyż ubrania rozlatywały się zaraz po wyciągnięciu z kartonu. Te ciuchy są stworzone do bycia jednorazówkami.


wyzysk

Chwyć pierwsze lepsze ubranie ze swojej szafy. Spójrz na metkę. Co tam masz?
Made in India? Bangladesh? China? Indonesia? Taiwan? Pakistan? Malaysia?

Wszyscy wiemy, w jakich warunkach i za jakie pieniądze pracują tam ludzie. Wszyscy wiemy, że naszą nową bluzę za 149zł zrobiły małe chińskie rączki, które za miesiąc wyzysku pracy dostają mniej, niż najniższa stawka za godzinę w naszym kraju. I wiemy, że większość z tych fabryk wręcz cudem jeszcze się nie zawaliły... no, np. ta w Bangladeszu nie była taka szczęśliwa. Ale my umywamy ręce, prawda?

Przekładamy winę na firmy. Złe, okropne firmy i źli, bogaci ludzie, to wszystko ich wina. Tylko... robiąc u nich zakupy, tak naprawdę ich wspieramy. Robienie zakupów w sieciówkach jest po prostu nieetyczne - to otwarte wsparcie wyzysku ludzi z krajów 3 świata na naszą korzyść. Bo to my chcemy ładnie, szybko i tanio - traktując tym samym tych, którzy nam to dają jak służbę czy wręcz podludzi. Zanim wybierzecie się po raz kolejny na niedzielne zakupy do centrum handlowego, polecam krótką podróż po internecie i przeczytanie więcej na ten temat - polecam choćby poniższe:





Bo jeśli za produkcję sukienki, która nas kosztowała 100zł, pracownik otrzymuje tylko złotówkę... coś musi być nie tak. 

środowisko

Myśląc o zanieczyszczeniach środowiska od razu do głowy przychodzą nam wiadomości, jakieś tam złe, wielkie koncerny, firmy, zjawiska przyrodnicze, i takie tam rzeczy, które jakoś mało nas dotyczą. Nikt nie myśli jednak, że ta koszulka, którą dziś kupiłeś, się do tego przyczynia.

Fast fashion produkuje ponad 2.1 tony dwutlenka węglu i zanieczyszcza ponad 70 milionów ton wody. 

Aż 1/5 zanieczyszczeń wody wynika tylko z użycia toksycznych barwników w produkcji ubrań.

Rocznie wyrzucamy ponad 13 milionów ubrań, a każdy z nas przynajmniej 30 kilogramów ciuchów.


Pestycydy i inne chemikalia używane przy produkcji bawełny (z której nadal powstaje większość ubrań) prowadzą do trwałego skażenia okolicznych do farm wód i gruntów, co uniemożliwia ich mieszkańcom normalne życie. 

Ponadto, przez to, że większość ubrań produkowane jest w Azji i krajach pobliskich, są one później transportowane na cały świat - czy to statkiem, czy samolotem. A to tylko zwiększa jeszcze zanieczyszczenie powietrza i zużycie paliwa, którego i tak nie mamy już za wiele. 

Przybliżmy to jednak jeszcze bardziej dla ułatwienia:
Do produkcji JEDNEJ PARY jeansów potrzeba około 11 TYSIĘCY LITRÓW wody. 
Tyle wody nieodwracalnie marnuje się na jedną parę spodni, która (jak już wiemy z poprzednich paragrafów) nie przetrwa więcej, niż kilka miesięcy. A produkuje ich się przynajmniej 2 miliardy rocznie.

Jeśli to Cię nie przekonało, to ja już nie wiem co zrobić. 

no właśnie, ale co zrobić?

kupuj mniej, kupuj lepszej jakości, kupuj odzież używaną

zanim kupisz, zastanów się, czy ubierzesz dany ciuch więcej niż kilka razy

wspieraj lokalnych twórców kupując handmade

oddawaj stare ubrania do pojemników na odzież albo sprzedawaj je w internecie

przerabiaj stare ciuchy samemu - w końcu pokazuję Ci jak to zrobić już od 2012!

17 komentarzy:

  1. Masz absolutna rację, chłopak - kibicuję idei, która Ci przyświeca. Z tej strony kobieta lat 33, która nowe kupuje niemal wyłącznie buty i bieliznę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. suuuuuuuuper!! jestem za. wszyscy wyglądamy tak samo kupując w sieciowkach, boimy sie byc inni bo sie na nas ktos krzywo popatrzy albo powie ze ciuch z lumpa smierdzi a przeciezkazdy ma w domu pralke. pisz wiecej takich postow i powodzenia
    !! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wiesz, generalnie się z Tobą zgadzam (bardzo mądry tekst). Ale:
    - aktualizacja: akurat w Chinach pracownicy wywalczyli już w większości stawki porównywalne do polskich. Firmy zostają tam przez zaplecze maszynowe, a za tanią siłę robi Bangladesz i reszta
    - szmateksy to też ogromny biznes - powstają firmy specjalizujące się w wykradaniu ubrań ze skrzyń PCK (pomijając że i tak większość tych skrzyń jest "lewa"). Poza tym powstają firmy specjalizujące się w szyciu ubrań SPECJALNIE pod szmateksy, a odkażanie ubrań i cały proces przygotowawczy to też zastraszające ilości chemii. Poza tym jeśli polska pracownica ma do przerzucenia przy dostawie 500kg ubrań to ja się pytam - gdzie tu są prawa człowieka?
    - co do polskich projektantów - pytanie, skąd biorą materiały? Gdzie i jak rośnie surowiec, gdzie są barwione? Polska marka nie gwarantuje eko. Poza tym polskie szwalnie też niekiedy pozostawiają wiele do życzenia (chociaż wolę, by pieniądze zostały w kraju, niż wyjeżdżały). Kupujmy polskie, ale nie dorabiajmy niepodpartej ideologii.
    - dobre ubrania w sieciówkach są, ale trzeba ich poszukać i to zwykle nie są komercyjne hity sezonu. Prawda jest taka, że koło napędzają konsumenci, którzy regularnie nie zważają na jakość przy kupnie (ja zawsze sprawdzam "na dotyk" i skład surowcowy, i wykończenia). To, co jest Twoją ideą bloga, dla większości jest obca. Jak się zniszczy, to się wyrzuca (bo było tanie), a nie naprawia. Mam spodnie z reserved, mają 3 lata. Rozbiły się w pasie i 3-krotnie je zwężałam, ale służą. Nawet jeśli głównie na siłownię, ale jednak.

    Jedyny sposób, to kupować mniej, ale lepsze i trwalsze - świadomie i odpowiedzialnie, kierując się własnymi potrzebami a nie trendami. Trendy są fajne, jeśli służą jako inspiracja na urozmaicenie szafy, nie są wyrocznią.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Święta prawda! Uwielbiam chodzić na "szmaty" i mieć czasem coś innego niż wszyscy. Wspominam od czasu do czasu na ten temat w moich wpisach. Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacyjny post, dlatego jestem ogromną zwolenniczką polskich marek.
    Stawiam na bardzo dobrom jakość i indywidualność.

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogólnie się zgadzam. Jest tylko jedno małe "ale" związane z wyzyskiem. Kraje takie jak Bangladesz MUSZĄ przejść etap wyzyskiwania, jeżeli ma tam być kiedyś jakikolwiek poziom życia. To straszne, lecz prawdziwe. Taki sam etap przechodziła Europa Zachodnia ponad sto lat temu, a obecnie Chiny wychodzą z tego etapu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Radziok ja jestem twoją zachłanną fanką. Masz stuprocentową rację, z tym że aby kupować tak jak ty trzeba mieć czas i nie być leniem. Pojechac w jeden dzień do galerii to nie jest problem. Ja do sklepów i terentowych nie mam zaufania, a na spędzanie dnia z Kaśką ( tak się nazywa moja maszyna do szycia) nie mam czasu. Otwórz kurde swój sklep no! XD cały czas na to czekam

    OdpowiedzUsuń
  8. Radziok ja jestem twoją zachłanną fanką. Masz stuprocentową rację, z tym że aby kupować tak jak ty trzeba mieć czas i nie być leniem. Pojechac w jeden dzień do galerii to nie jest problem. Ja do sklepów i terentowych nie mam zaufania, a na spędzanie dnia z Kaśką ( tak się nazywa moja maszyna do szycia) nie mam czasu. Otwórz kurde swój sklep no! XD cały czas na to czekam

    OdpowiedzUsuń
  9. podpisuję się pod tym postem obiema rękoma :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kobiety !!! A Wy macie koronki w swoich szafach ?! :)
    Dominują one w znanych markach takich jak Dolce&Gabbana i Valentino .


    Więcej na ten temat piszę Agata Mickiewicz Artystka i projektantka mody, zamieszkująca w ostatnich latach na przemian
    Polskę, Amsterdam i Paryż.

    OdpowiedzUsuń
  11. Super post, świetnie że jest ktoś kto piszę i wyciąga na światło dzienne jaka jest prawda o dużych sieciówkach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakość ostatnimi czasy naprawdę spada... kilka razy ubrana koszulka mi się skulkowała w miejscu gdzie noszę torebkę. Teraz zwracam uwagę nie na metkę z logo, a na skład.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobry artykuł. Swego czasu podobne przemyślenia naszły mnie po 8 latach pracy w korpo... i wiesz co, ja bym jeszcze jako panaceum dorzucił minimalizm.
    Wybrać sobie te powiedzmy 30 rzeczy z butami i t-shirtami włącznie, super jakości, dobranych do typu urody, sylwetki i lubianych trendów a potem nosić tak, aby każdy z tych ciuchów dorobił się swojej historii (duszy?).
    Jeśli chodzi o niszczące się koszulki - bardzo dobre są te Fruit of the Loom, 205g, kosztują ok. 12 zł, natomiast wytrzymałość porównywalna do ciuchów sprzed 20 lat - kupiłem kilka w 2011, noszę zarówno jako bieliznę, na rower, bieganie i jako oversizowy t-shirt. Już wręcz nie mogę na nie patrzeć :) No i mają modny szeroki krój (widzałem w tym roku podobne w Zarze jako bodaj "koszulka o amerykańskim kroju (?)" za 99 zł z jakiejś cienkiej szmaty...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mi się podoba twój wpis i mądre podejście :)
    Ja już dawno zrezygnowałam z zakupów w sieciówkach, oprocz tego ze nie moge znalezc tam nic wartosiowego doszla swiadomosc w jaki sposob producenci wykorzystuja pracownikow... Przerzuciłam się na lumpkesy, których pojawia się na szczescie coraz wiecej. Pojawila sie tez duza hurtownia odzieży na horyzoncie i zastanawiam sie czy nie wybrac sie tam i rozejrzec, moze oferuja podobne rzeczy jakie znajduje w second handach :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się, że sieciówki działają w taki sposób. Aż się odechciewa chodzić na zakupy. Ciekawe jak to jest z innymi miejscami? Myślę, że sklep z odzieżą patriotyczną na szczęście nie działa na takiej zasadzie. A jak ktoś siedzi w temacie to na pewno znajdzie tam coś dla siebie. Bez wyrzutów sumienia, że wspieramy korporacje, ktore wykorzystuja biednych ludzi.

    OdpowiedzUsuń