jak zrobić prawdziwe, tęczowe tie - dye na koszulce? Recenzja barwników od inwazjakoloru.pl!

Pogoda jest do dupy.
Choć w sumie lubię deszcz. Właśnie wróciliśmy z 15 km przejażdżki rowerowej. Wcześniej wspomniana część ciała mi odpada. Dosłownie. Ale dzieci zdecydowanie nie lubię. Jezus, tłumaczę takiemu na tym pikniku co byłem w sobotę o co chodzi w moim blogu, mówię "blog, tutorial, szycie" i się zastanawiam - czy to coś rozumie po polsku? Co to tie-dye pewnie nie zrozumie. Z angielskiego znaczy związać i zabarwić. Od dawna marzyło mi się takie coś. Bardzo ciężko jest w Polsce dostać barwniki tego typu, a żeby wykonać tie-dye z prawdziwego zdarzenia potrzebny jest zupełnie inny sposób aplikacji i typ barwników, niż np. takie do zwykłego barwienia. Dostałem jakiś czas temu propozycję od inwazjakoloru.pl aby przetestować ich zestaw barwników i wykonać dla Was tutorial. Spoiler alert - barwniki są super. Z tego co mi wiadomo, to jedyny w Polsce producent oferujący barwniki, a nawet całe zestawy do tie-dye. Zbliża się lato, takie koszulki wracają do mody - czas się zaopatrzyć w takie cudo!




Co potrzebujemy?
- zestaw do tie-dye ze strony inwazjakoloru.pl
- bawełnianą koszulkę (bluzę, albo inne ubranie)
- trochę wody
- przezroczystą folię spożywczą strech

I to w sumie wszystko. Na stronie inwazjakoloru.pl dostępnych jest wiele zestawów najróżniejszych firm, aczkolwiek skupiamy się przede wszystkim na ich własnych barwnikach. Dostępne są w 4 zestawach kolorystycznych:

- zieleń, żółty, czerwień
- błękit, fuksja, turkus
- granat, limonka, pomarańczowy
 - fiolet, fuksja, żółty


Przyznać muszę, że opakowania są bardzo przemyślane - nawet bez instrukcji (która notabene jest również wewnątrz opakowania) bylibyśmy w stanie sobie z tym poradzić. Poza tym dodam, że paczki są naprawdę świetnie zapakowane a ich zawartość unieruchomiona.


Już nie raz pokazywałem Wam swoje sposoby na barwienie, przede wszystkim w jednym z moich większych tutoriali. Choć jeden barwnik kosztuje około 2 złotych, podczas gdy jeden zestaw z inwazjakoloru.pl to cena 16,50 zł, to po użyciu stwierdzam, że zdecydowanie bardziej się opłaca. Przede wszystkim używając zwykłych barwników często trzeba kupić kilka paczek więcej aby uzyskać pożądany efekt. W tym wypadku barwnik jest na tyle mocny, iż wystarczy odrobina i bez gotowania utrzymujemy jaskrawy, głęboki kolor. Co mnie szczególnie urzeka, i może być decydująca kwestią dla początkujących - tutaj dostajemy wszystko co potrzebne aby zacząć! Poza barwnikami znajdziemy w opakowaniu także ogromną ilość gumek recepturek, 3 pary rękawiczek oraz instrukcję.


Jedyne co nam teraz potrzebne, to zwykły t-shirt albo inne jasne ubranie wykonane z bawełny.
Ważne, aby było właśnie zrobione z naturalnej tkaniny - sztuczne się nie barwią.


Wzór jaki uzyskacie na tkaninie zależy od tego, jak ją złożycie, zgnieciecie czy zwiążecie. Różne metody dają różne efekty, a większość z nich jest opisana w odrębnym tutorialu, który poświęciłem właśnie tej kwestii. Używając gumek recepturek załączonych do opakowania należy ścisnąć tkaninę i tym samym utrwalić dany sposób złożenia materiału. Ja wybrałem efekt spiralny. Komplet recepturek, które dodaje producent, są porządnej jakości - bardzo wytrzymałe, mocne, porządnie ściskają, ale przy tym ich rozmiar pozwala na nałożenie na nadgarstek, co ułatwia zakładanie przy skomplikowanych metodach złożenia tkaniny. Ponadto, zwykłe gumki zazwyczaj wchłaniają barwnik  (barwią tkaninę przy ponownym wykorzystaniu na czystym ubraniu) i po gotowaniu w barwniku tracą swą wytrzymałość, te akurat można używać wielokrotnie bez żadnych obaw!


Teraz czas aby założyć na ręce dołączone rękawiczki. Poza tym, warto się zabezpieczyć (hehe)! Nie ubierajcie swoich najlepszych ubrań, swoje Louboutiny, Chanel, LV, Dior, etc, odłóżcie do szafy. Choć z doświadczenia już wiem, że te barwniki akurat ani trochę nie pryskają i nie barwią nic wkoło, lepiej jednak zachować środki ostrożności. Warto też mieć pod ręką kilka ręczników papierowych.


Teraz wystarczy przygotować trochę wody. Najlepiej nalać jej do dzbanka.


Chwytamy jakąś sporą miskę. Odkręcamy nakrętkę z butelki z barwnikiem, wypełniamy ją wodą mniej więcej do 2/3 pojemności. Następnie wystarczy mocno zakręcić i trzymając palcem za końcówkę porządnie wstrząsnąć. Po takim zabiegu butelkę można ponownie odkręcić, dopełnić wodą i ostatecznie zakręcić. 


Po przygotowaniu wszystkich butelek z barwnikiem, do środka miski wkładamy przygotowaną przez nas koszulkę (czy też inne ubranie). Jeśli chcemy uzyskać ostre kontury ubrania, pozostawiamy naszą złożoną np. koszulkę suchą. A jeżeli zależy Wam na bardziej rozmytych, delikatnie mieszających się odcieniach, powinniście wcześniej zmoczyć ubranie.


Teraz możemy zacząć nanoszenie barwnika na koszulkę. Zamiast odkręcać nakrętkę, teraz zdejmujemy tylko mały koreczek z końcówki aplikatora. Ta technika nanoszenia barwnika zdecydowanie góruje nad zwykłym barwieniem w garnku/pralce, bowiem, cóż, można używać więcej barwników, i tym samym uzyskać o wiele więcej barw na raz. To od Was zależy jak będziecie nakładać barwnik - podobnie jak przy związywaniu, inna technika da inny efekt. 


Można oblewać lekko tkaninę z góry, uzyskując w ten sposób mniej zabarwionej powierzchni koszulki, albo włożyć aplikator w jedno ze zgnieceń i nalać barwnika do wnętrza tego... gniota. Nie przesadzajcie jednak z jego ilością, a przede wszystkim, starajcie się nie mieszać za bardzo barwników na ubraniu.

Ja w swoim przypadku podzieliłem koszulkę niczym tort. Pamiętajcie także, aby po skończeniu jednej strony, odwrócić i wykonać podobne zabiegi także na drugiej, albo regularnie odwracać złożoną koszulkę. 


Choć buteleczki wydają się być małe, ku mojemu zdziwieniu starczają na bardzo długo. Na tak mocno zabarwioną koszulką zużyłem być może 1/5 pełnej butelki. Producent więc nie kłamie - spokojnie zabarwicie z jednego opakowania około 5 ubrań, albo i więcej, w zależności od intensywności wybranego odcienia. Nie musicie od razu zużywać całego barwnika. Możecie wykorzystać tylko część, a pozostałość zostawić w butelce na kiedyśtam w przyszłości. Przed ponownym użyciem wystarczy tylko wstrząsnąć i ew. dodać wody.

Teraz przygotować należy jedynie elastyczną, przezroczystą folię spożywczą. Przygotować, tj. rozwinąć i rozłożyć kawałek na płaskiej powierzchni.


A następnie ostrożnie przełożyć nań złożoną koszulkę - bryłę. Teraz wystarczy tylko uważnie i szczelnie zawinąć ubranie w folię, niczym drugie śniadanie. 


Taką bryłę zostawiamy w bezpiecznym miejscu na jakiś czas. Czas, tj. 8-12 godzin. Im dłużej, tym intensywniejszy kolor uzyskacie. Dobrze to wiedzieć, bo ja sam niedługo będę starał się uzyskać lekkie pastelowe kolory. W przeciwieństwie do barwników wymagających gotowania, tutaj macie bardzo łatwą kontrolę nad ostatecznym odcieniem. 

Po tym czasie, przekładany naszego gniota do wanny, a do tego najlepiej jeszcze do miski. Zakładamy znów rękawiczki i ostrożnie rozwijamy. 


Wypłukać teraz należy koszulkę w takiej zawiniętej formie prysznicem tak długo, aż woda przestanie być zabarwiona. 


I tak, 70% frajdy z farbowania tej koszulki to właśnie widok tęczowej wody, haha. Przez kilkanaście minut nie mogłem wyjść z zachwytu stojąc nad wanną, mhm. Jak już widzimy, że woda zaczyna przypominać wodę, a nie płynnego jednorożca, możemy ściągnąć gumki. Koszulkę w swej naturalnej formie także powinniśmy jeszcze trochę popłukać.


Aby następnie wrzucić ją w samotności do pralki na jakiś 40-stopniowy program. Pierwsze kilka razy również zalecam prać ją osobno aby uniknąć zabarwienia innych ubrań. Uwierzcie mi, te barwniki naprawdę są mocne.


Ku mojemu zdziwieniu, po wypraniu i wysuszeniu na słońcu barwnik na koszulce nie stracił na intensywności czy wypłowiał, co jest jak dla mnie ogromnym plusem. 


A tak poza tym, to generalnie mi się hiper podobają. Marzyłem o takim tie-dye. Tym bardziej dlatego, iż tie-dye od jakiegoś czasu wraca do łask. I tak w sumie gadaliśmy z Klaudią, to nie byłby głupi pomysł urządzić taką imprezę dla dzieci, czy w ogóle, dla znajomych i wspólnie barwić koszulki. Szkoda, że w sumie nie znajomych. Hm. 


Po co kupować więc koszulkę w sklepie, skoro tie-dye można zrobić samemu?

16 komentarzy:

  1. Śliczne <3 Czekam tylko na wakacje i już biorę się do roboty :D
    Pozdrawiam
    Fan z Krakowa

    OdpowiedzUsuń
  2. jest boska!i napewno spróbuje coś podobnego skręcić!straszne dzięki za namiary na takie fajne farby!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacja! Lecę po farbki! Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ekstra! Damn, bardzo mi się podoba!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zakupy na akcesoria do tie-dye czas zacząć!

    OdpowiedzUsuń
  6. fajne! Ale faktycznie opłaca się od razu zrobić kilka sztuk bo 16.5zł + wysyłka na jedno ubranie to słabo by było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałem w tutorialu, nie trzeba od razu używać barwnika w całości - można wykorzystać część i zostawić resztę w aplikatorze z korkiem na kiedyś! :)

      Usuń
  7. Jesteś niesamowity, czytając każdy twój post jestem pod wrażeniem ,że jest ktoś taki na świecie jak ty. Błagam cię o jedno- jak założysz swoje sklepy nie ceń drogo ubrań :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama się skuszę i taką sobie zrobię. Wyślę Ci zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam pytanie - użyłeś tylko 3 kolorów dostępnych w zestawie i zmieszałeś je ze sobą, że powstały tak świetne kolory czy miałeś w posiadaniu więcej niż te 3 barwniki? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobry tutorial, wypróbuję. Dziecku musisz tłumaczyć jak dziecku. :D Jak będziesz tatusiem, to się nauczysz. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń